Nie powiedzial nic wiecej, a ja nie moglam pytac. No, nie moglam. Rozwinelam papier i otworzylam niewielkie pudeleczko. Ala parsknela przytrzymujac reka policzek. Bolal ja ciagle, zwlaszcza kiedy sie smiala. W sobote rano z obojetna mina zakomunikowalam Marcinowi: - Chcialabym, zebys przyszedl do mnie jutro o piatej! Ta cholera ma racje... - mruknalem do niego- powinienem byl powiedziec