Wiedzialem juz, ze matka nie ma racji. Mada powinna wiedziec o wszystkim. Tymczasem przyszedl grudzień. Kocham szare grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, zalosne drzewa bez lisci. Slyszalam, ze cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki. Stalam wiec na peronie i czekalam na odjazd pociagu. Mama otworzyla okno. Do mojego przedzialu wsiadly jakies dwie panie z dziewczynka i starszy pan w okularach, spoza ktorych przygladal sie nam uwaznie.